Nawigacja
Główna
Forum
Biografie
Bannery
Szukaj
Kontakt
Fraszki
Ankieta
Jakie rodzaje książek lubisz ?

Bibliografie

Kryminały

Przygodowe

Romanse

Fantastyka

Komedia

Literatura grozy

Inne

Przyjaciele
-Strona ACY.pl
-Fotograf Kartuzy
Aktualnie online
Gości online: 28

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 3,110
Najnowszy użytkownik: Totek

Wiersze, wierszyki i opowiadania

Portal poetycki Wierszek.pl. Dodaj swoje wiersze!

Tworzysz, ale nie ma kto cię NAPRAWDĘ wysłuchać i ocenić? Chcesz podzielić się swoją twórczością, poznać twórczość innych, zasięgnąć cennych rad, które pozwolą ci się udoskonalić? Chcesz wziąć udział w konkursach, a może i wygrać któryś? Chcesz poznać wartościowych ludzi? Dobrze trafiłeś! Tylko tu w przyjaznym gronie naprawdę złapiesz wiatr w żagle! Pomożemy zmienić bryłę w oszlifowany diament, a to wszystko w sympatycznej atmosferze, bez złośliwych docinków! Dołącz do przyjaciół po artystycznym fachu! Zapraszamy!

Boks reklamowy
Nawigacja
Artykuły » Proza » Stefek antysemita
Stefek antysemita
Stefek antysemita

Stefek był już sporym podrostkiem. Kończył gimnazjum. Nawet zaczynał z dużą pewnością siebie zaczepiać większe i mniejsze od siebie panienki z miasteczka. Jego ojciec oprócz restauracji prowadził również sklep z bronią. Stefek miał ogromny zapał do tej dyscypliny to jest strzelania. Ojciec, co prawda nie dawał mu do ręki strzelby, rewolweru lub karabinu, ale często Stefek dostawał od ojca niegroźny małokalibrowy Flobert i garść maleńkich naboi. Mogły one wyrządzić krzywdę, ale Stefek przestrzegał zasad bezpieczeństwa. Strzelał tylko na ogrodzie w kierunku szop na krańcu ogrodu. Niemożliwe było, by nabój o tak małej energii potrafił przebić ściany z desek i razić kogoś na ulicy za szopami. Te treningi znakomicie wyrobiły mu oko i rękę. Tak, że będąc żołnierzem KOP-u w Czortkowie na Ukrainie ,tuż przed II wojną - zbierał wszystkie nagrody i odznaki za wyjątkowo celne strzelanie. Zaczął od sznurów strzeleckich, łącznie z pomponami, urlopów nagrodowych i odznaki strzeleckiej a skończył na srebrnym zegarku z ręcznie grawerowaną dedykacją i podobizną marszałka Piłsudskiego na kopercie.
Stefek tego dnia jak zwykle ostrzelał szopę i wlazł na strych szukając ciekawego celu. Wchodząc po zewnętrznym krużganku - podeście na I piętrze, zauważył u sąsiada w ogrodzie namiot zrobiony z gałęzi. Jego starozakonny sąsiad właśnie świętował Święto Namiotów. Był to bardzo poczciwy żyd, łagodny i niezbyt bogaty. Miał sklepik ze słodyczami tuż obok restauracji ojca Stefka. Stefek robił czasem za szabesgoja, gdy trzeba było zapalić ogień pod kuchnią u sąsiada, ( aby podgrzać przygotowany posiłek), który nie mógł tego zrobić sam. Bo PRAWO zabraniało tego robić własnoręcznie. Wszelkie potępienie spadało w sposób oczywisty na goja , Stefka. Który jednak niewiele się tym przejmował, a sklepikarz dawał mu za to 5 groszy lub czekoladkę.
Ojciec Stefka w tym dniu wyrabiał kaszanki do restauracji. W dużym pomieszczeniu za restauracją stała na stole spora miednica z krwią. W ciemnym pomieszczeniu krew wydawała się zupełnie czarna. Stefek wiedział, że starozakonni bardzo boją się krwi, a w głowie zawsze miał figle. Zszedł na dół i w dużą szprycę masarską naciągnął prawie 3 litry krwi. Poszedł na górny krużganek i wypuścił celnie całą zawartość w kierunku namiotu sąsiada. Dał się słyszeć przerażający wrzask z namiotu r11; jakby ktoś został przebity bagnetem na wylot, ale Stefek nie czekał i nie cieszył oczu widokiem swojego żartu. W jego pojęciu ,przedniego.
Szybko zbiegł do kuchni i odłożył szprycę na swoje miejsce.
Niewinnie zabrał Flobert spod ściany i dalej strzelał w tarczę zawieszoną na szopie.
Od frontu domu dobiegał donośny lament:
- Szhanowny Phanie Sthanicki!!! Szhanowny Phanie Sthanicki!!!
Ojciec Stefka wyszedł na ulicę i zobaczył straszny widok. Sąsiad cały ociekał krwią i ojciec Stefka, mimo, że był na I wojnie niemal zasłabł od tego widoku.
- Co się panu stało???!!! - pytał rozpaczającego żyda.
Oglądał go dokładnie i nie było widać żadnej rany.
- To ten pana syn Stefcio on jest okhrrropny webus, ja sziedział w kucki w swoim namiocie a on mnie oblał. Niech phan zhobaczy wszendzie kref...kref... kref...!!!
- Stefek!!!
Stefek z udawanym zdziwieniem na twarzy i Flobertem w ręce, stanął niezwłocznie w drzwiach.
Ojciec spojrzał na jego ręce. Były na nich wyraźne ślady krwi.
Ojciec odebrał mu broń i kazał mu przynieść z kąta bambusową tyczkę długości około metra i grubości 3 palców.
Stefek bez zaproszenia opuścił spodnie, włożył głowę pod oparcie krzesła, a goły tyłek wypiął podciągając kolana pod siedzisko.
To był ustalony rytuał i Stefek miał to wielokrotnie przećwiczone.
Ostatni punkt to było wymierzenie sobie samemu - ilości uderzeń. Ojciec Stefka mógł albo zatwierdzić tę liczbę ,albo dodać coś jeszcze od siebie.
Obniżek nie było nigdy , nawet jak delikwent potraktował się zbyt surowo. Plan musiał być wykonany, co do joty.
Stefek wykręcając, więc w bok głowę na pytanie: ile? Z rezygnacją na twarzy wystękał: - dziesięć???...
- Zgoda - zatwierdził ojciec Stefka.
Ojciec Stefka był bardzo wysokim, szczupłym, żylastym i silnym mężczyzną. Dodatkowo wymierzając karę miał serce z kamienia i tylko coś wyjątkowego mogło zatrzymać jego rękę.
Egzekutor wziął potężny zamach i bambusowa pałka ze świstem opadła na chudy tyłek Stefka. Stefek tylko stęknął jak koń kopnięty w brzuch i w myśli policzył: jeszcze TYLKO dziewięć... Na tyłku Stefka pojawiła się krwista pręga, która wieczorem robiła się niebieskawa, na drugi dzień granatowa z zieloną obwódką.
- Ojciec Stefka sapnąwszy z wysiłku potwierdził: raz!
Żyd przerażony tym widowiskiem złapał się za głowę i zaczął krzyczeć:
-Phanie Sthanicki ja pana bardzho phroszę , niech go pan tak strhasznie nie bije, un jeszcze zemgleje albo umrze!
Ojciec Stefka wyciągnął 5 zł z kieszeni i dał sąsiadowi:
- panie Rozekranz ,niech pan weźmie i idzie do mykwy się umyć!
- phanie Sthanicki ja nie chce żadnych phieniendzy- tylko niech go pan puści!
Ojciec Stefka w odpowiedzi wziął jeszcze potężniejszy zamach i bidne siedzenie Stefka wydało kolejne klaśniecie, a płuca burczące stęknięcie.
- dwa!
Żyd schował 5 zł do chałatu ( była to spora suma , w jego sklepie 20 groszy kosztowała duża szwajcarska czekolada) złapał się za głowę i z krzykiem uciekł na ulicę : Aj waj, Aj waj ! dobry phanie Boże, po co ja się skarżył , un to dziecko zabije... Aj waj, aj waj!!!
Ojciec Stefka wykonał plan w 100% i zmęczony wytarł spocone czoło kraciastą chustką. Rzucił bambus pod nos Stefkowi i poszedł do restauracji napić się piwa.
Stefek wisiał jeszcze na krześle jak zmięta szmata przez parę minut.
Zwlókł się ostrożnie podciągnął spodnie i zapiął szelki. Siedzenie pulsowało jak magma w kraterze wulkanu. Podniósł bambusowy kij i odniósł na swoje miejsce w kuchni.
Należało to do obowiązków ukaranego.

© M.Mozets

Napisane przez Mozets dnia październik 18 2014
Komentarze
#1 Edward

dnia październik 19 2014 10:53:29
Ta było przed wojną.
Smile
#2 Mozets

dnia październik 19 2014 17:47:59
Życie nastoletniego Stefka - gimnazjalisty w małym miasteczku na Pd-Wsch. Polski przebiegało w latach 30 ub.wieku dość sennie - jak to za "czarnej sanacji". Czasem z nudów wymyślał jakieś niezbyt mądre psikusy - za które mógłby dzisiaj odpowiadać już nie przed własnym ojcem - a przed całą machiną od zwalczania tzw. "-izmów".
Seria "Opowieści o Stefku" jest autentycznym opisem życia "Stefka" - żołnierza września 1939 roku. Miasteczka, w którym urodził się i żył. Wychowywał dzieci, klepał biedę i zmagał się z nowym ustrojem. W którym miało panować "szczastie i dobrobyt". Dobrobytu nie zaznał i zmarł. Był jednak na swój sposób szczęśliwy. Te opowiadania mają zatrzymać czas i "opowiadaniowego Stefka" w pamięci historycznej. Z takich "Stefków" składało się przecież życie wielu miasteczek w Polsce. Czy ich życie było bezużyteczne? Czy coś wnieśli do teraźniejszości? Czy to jest ważne choć trochę? Czy życie tych ludzi przedstawia dziś coś więcej niż równowartość odżywczych związków chemicznych dla organizmów żyjących w górnej warstwie gleby? To pytania, które sobie zadawałem sam pisząc te opowieści. I wydaje mi się - że można zatrzymać czas tych ludzi w pamięci. Oprzeć się o te obrazy z przeszłości - by iść do przodu. Że oni tak po prostu nie znikli , a że byli - my sami jesteśmy tego dowodem.
M.Mozets
#3 Edit

dnia październik 25 2014 16:56:58
Znowu te erkiShock
#4 Mozets

dnia październik 28 2014 21:57:51
Ależ Edit w tym tekście jest również cała masa za dużych kropek i przecinków - przyznaję się bez bicia...;-)). A mówiłem wielokrotnie , żeby tego Mozetsa wziąć kulturalnie za twarz i wyciepać po angielsku na majdan. Nikt nie chce mnie słuchać. ;-)))))))
#5 Mozets

dnia październik 30 2014 09:24:14
I znowu wyjaśniam - że te erki "są poza moim zasięgiem edycyjnym". Sprawdzam na podglądzie tekst przed wysyłaniem do redakcji - wszystko jest w porządku. Dalej - nie mam na to wpływu. W komentarzach mam możliwość edycji i poprawy tekstu. Tutaj portal "nie dopuskajetsa etawo". A szkoda. Poprawiłbym bez problemu. Nawet usunąłbym tekst - gdyby dyżurni amatorzy psychomachii na portalu byliby zbulwersowani. A tak - pat...
#6 Resor

dnia listopad 04 2014 22:28:28
Odnośnie likwidacji błędów r11: http://www.wiersz...ad_id=1290
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.


Ekipa portalu Wierszek.pl:

1. Administrator główny Neonex - zarządzanie stronką od spraw technicznych i organizacyjnych.
2. Administrator główny Edit - moderowanie, publikowanie, edytowanie prac i newsów, zarządzanie portalem od strony organizacyjnej.
3. Administrator główny Resor - moderowanie, publikowanie, edytowanie prac i newsów, zarządzanie portalem od strony organizacyjnej.
4.Administrator piotrus88 - moderowanie, publikowanie, edytowanie prac i newsów, zarządzanie portalem od strony organizacyjnej.


Wierszek.pl - wiersze, wierszyki.

Administracja nie odpowiada za wiersze dodane przez użytkowników!

Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Ostatnie artykuły
Tak być musiało, nie...
Miłościwa
,,Bezsenność,,
Jesień
Sebra
Władza
Pochwała chwili
zerwane porzeczki
Pod niebios horyzontem
Jeszcze
Dzieci wiedzą
Niepowtarzalna
...
Nadzieja
dokąd...
Próbna matura
codzienność
odnajdę cię
Czułość
*********
Rozstrzelany
za domem szatana
Rejs siwych kochankó...
Lecz zaśnij - szczęś...
Weź mnie
Wędrówka
Tęskno mi Panie
Intymnie
Kiedyś
sumienie
Lot siwych kochanków
wystawa mojej pamieci
Proszę jeszcze
Nasze jutra
Wulkan namiętności
Śmierć
Wiersz
Bo milosc
To już było
Nie wiem skąd ani dokąd
dla męża
Późnoletni
Kot Eulalii
Kobieta Morfeusza
Baśnie nie ranią
tęsknota za latem
emocjonalne tango
to nie jestem ja
Hibernacja
Aż po same dno